Kocham Ciebie, ale tak naprawdę kocham siebie

Na przykładzie obserwacji oraz historii czytelników mojego bloga o The Red Pill pokażę kobiece zachowania, które te kobiety uważały za miłość do kogoś, ponieważ ją czuły, ale jej nie okazywały. Kocham Ciebie, ale tak naprawdę kocham siebie, czyli jedno mówienie (kocham), drugie robienie (więcej oczekuję niż daję). Te zachowania po przeanalizowaniu są miłością własną, egoizmem, ponieważ większość z tych zachowań to zachowania biorcy. Biorca uzależnia się od dawcy. Dawca, tylko wtedy gdy był interesowny i oczekiwał w zamian. Te same zachowania mogą przejawiać mężczyźni, ale nie mam materiału badawczego na ten moment. Jeśli jakaś kobieta będzie chciała się podzielić doświadczeniami zapraszam do formularza kontaktowego tutaj.

Kontakt

Tekst jest skierowany też do pewnej kobiety, która tkwiła w toksycznym związku, ale nie zauważała, że ten związek tworzyła także i ona, przyczyniając się swoimi zachowaniami do wielu zachowań mężczyzny. Odpowiedzialność za związek dwojga osób spada na dwie osoby.

Miłość niedojrzała, egoistyczna, oczekująca wypełnienia braków

Kocham Ciebie, ale tak naprawdę kocham siebie

To że przychodzisz i się przytulasz do niego, nie znaczy że go kochasz. Nie myślisz czy mężczyzna chce być przytulony tylko to Twoja własna potrzeba.

To że boisz się rozstania nie znaczy że go kochasz, tylko nie wiesz jak sobie poradzisz sama, bez niego, bez tych emocji od których się uzależniłaś, bez przywiązania, które szuka wymówek, by nie odejść.

To że masz pretensje do mężczyzny, że czegoś nie robi, nie znaczy że go kochasz. Irytuje Cię ten człowiek i to, że nie masz nad nim władzy psychicznej, a chciałabyś mieć.

To że chcesz by mężczyzna Cię wspierał i się Tobą interesował nie znaczy że go kochasz. To jedno z wielu zachowań biorcy, egoisty.

To że uwielbiasz jak mężczyzna Cię komplementuje, poświęca Ci uwagę nie znaczy że go kochasz. To tylko próżność.

To że mężczyzna imponuje Ci, bo ma cechy które Ci się podobają nie znaczy że go kochasz.

To że Cię rozbawia i dobrze się czujesz w jego towarzystwie, nie znaczy że go kochasz. Kocham Ciebie, ale tak naprawdę kocham siebie w najlepszym wydaniu.

To że chcesz z mężczyzną dobrego seksu i masz na niego ochotę, nie znaczy że go kochasz. Miłość to nie pożądanie, cokolwiek by się nie mówiło. Oczywiście pożądanie wchodzi w skład romantycznej miłości, ale nie może istnieć samo, bez czynów okazujących miłość wobec tej osoby poza sferą seksualną.

To że chcesz by mężczyzna sprawił Ci przyjemność nie znaczy że go kochasz.

To że go pouczałaś będąc przekonaną że masz jedyną możliwą rację, nie oznacza że go kochasz.

To że ciągle mu marudzisz, czepiasz się go, że nie odpisał, że czegoś nie zrobił, że coś źle zrobił, nie znaczy że go kochasz.

To że go obśmiałaś przy znajomych zamiast pozwolić mu czuć się komfortowo, nie znaczy że… jesteś taka zabawna. Poczucie bezpieczeństwa psychicznego i szacunku potrzebują obie strony, nie tylko kobieta.

To że stałaś po stronie kogoś z kim Twój mężczyzna ma konflikt nie znaczy że go kochasz (dlaczego nie jesteś za nim i nie bronisz go jak lew motywując go do tego by Cię pragnął jeszcze bardziej?).

To że mężczyzna zrobił Ci śniadanie, wyremontował mieszkanie, przestał spotykać się z ludźmi których nie lubiłaś nie znaczy że go kochasz. Chciałaś go kontrolować, obniżyć mu wartość, byle tylko został przy Tobie. To taka damska wersja drania.

To że facet pracuje ile może byś była zadowolona i nie mówiła że jesteś nieszczęśliwa nie znaczy że go kochasz.

To że okłamałaś mężczyznę próbując sobie wmówić, że to dla jego dobra lub dobra związku nie znaczy że go kochasz.

To że próbujesz wzbudzić w mężczyźnie zazdrość, chwalisz innych mężczyzn przy nim, przyrównujesz bo wyczytałaś w jakiejś gazetce że to przepis na utrzymanie męskiego zainteresowania znaczy że zależy Ci na nim. Na kim konkretnie? Na swoim ego, które dowartościowuje się męską zazdrością.

To że chcesz mężczyznę zmienić według siebie na lepsze mimo że nie prosił Cię o pomoc w tym, nie znaczy że go kochasz.

Konkluzja: To że mówisz, że kochasz nie znaczy że kochasz.

To że czujesz, że kochasz nie znaczy że to okazujesz.

Kocham Ciebie, ale tak naprawdę kocham siebie, to bierne odczuwanie przyjemnych emocji związanych z zakochaniem, miłością, pożądaniem, ale nie przekazywanie tego wszystkiego co dobre osobie która jest obiektem miłości. Nie bez powodu mówi się, że czyny są ważniejsze niż słowa, a tym bardziej niż pusty stan szybszego bicia serca…

Słowa są tanie

W każdym z tych przypadków to mężczyzna okazywał jakimiś czynami miłość do kobiety. Kobieta chciała głównie brać i myślała o sobie.

Historia w którym kobieta przeceniała swoją wartość, a w obliczu męskich problemów się ulotniła:

Byłem z moją ex kilka lat. Pomagałem jej w każdym jej problemie i bolączce. Miała depresję i inne problemy. Często płakała, wymiotowała, nie miała finansów. Ze wszystkim jej pomagałem i zawsze mówiłem, że przejdziemy przez to razem. Mówiłem, że każdy człowiek ma prawo do słabości i żeby się tym nie przejmowała, bo będzie lepiej. I było. Wyszła z tego w przeciągu 4 lat. W następnym roku to mnie naszły problemy, straciłem pracę, dostałem nerwicy lękowej, spadła mi samoocena. Kobieta która mówiła, że jest mi dozgonnie wdzięczna, nigdy mnie nie zostawi i będzie mnie tak wspierać jak ja ją wspierałem, bo na to zasługuję co zrobiła? Jak sądzicie?

Najpierw gdy powiedziałem o swoim problemie powiedziała, że męczę ją, że za bardzo przeze mnie się przejmuje. Odpuściłem. Za jakiś czas widziała jak stoję nad umywalką i rozmyślam z głową spuszczoną w dół. Powiedziała “żałosny widok”. Wyszła i od tego momentu nie wróciła.

To wszystko i jeszcze więcej zachowań nie świadczą o miłości do kogoś, tylko kochaniu tego co się dostaje. Jest to miłość egoistyczna, bierna i wymagająca.

Miłość można łatwo pomylić z namiętnością, pożądaniem, zakochaniem, chemią, ale do dojrzałej miłości brakuje odpowiednich czynów.

Słuchania potrzeb.

Zrobienia czegoś czego osoba przez nas kochana pragnie.

Próbowania jej zrozumieć.

Uszanowania jej decyzji.

Pozwolenia bycia w pełni sobą, odkryć się do końca.

Docenienia tego co dla nas robi.

Kocham Ciebie, ale tak naprawdę kocham siebie

Co zrobiłaś by go zatrzymać? Ile zrobiłaś by zepsuć z nim relację? Ile razy byłaś wredna i mściłaś się? Ile razy stawiałaś na swoim, by pokazać kto tu rządzi? Ile razy go sprawdzałaś, by wyszła jego wada, zamiast wnieść konstruktywne rozwiązanie? Ile razy słuchałaś, ale nie słyszałaś jakie ma potrzeby? Ile razy skłamałaś? Ile razy nie dotrzymałaś słowa? Ile razy zrobiłaś złośliwie na przekór? Ile razy chciałaś być w centrum uwagi, bo to Ty uważasz masz się czuć wyjątkową, a mężczyzna pasierbem który ma udowadniać, że jesteś coś warta? Ile razy nie zauważyłaś poświęcenia i uważałaś je za obowiązek wobec Ciebie? Bo mężczyzna powinien to czy tamto? Ile razy pomyślałaś co on czuje i czy odpowiadają mu Twoje zachowania? Ale nie w ten sposób, że jak nie odpowiadają to niech się ulotni, tylko czy sama z siebie miałaś chęć je poprawić? Ile razy skrytykowałaś, ale gdy Ciebie skrytykowano to byłaś zła lub obrażona?

Czy chciałaś by mężczyzna robił dla Ciebie wszystko? Uważasz, że Twoje żądania i próba pokazania, że jesteś ważniejsza wzbudzą u niego miłość?

Mężczyzna chce uszczęśliwiać kobietę, ale nie gdy za kobietę przebiera się władca i roszczeniowy tyran, który ciągle poprawia, czepia, nie docenia, nie stoi za nim murem, a odbiera mu siły i motywację.

I na końcu mówi, że sam sobie taki los wybrał. Umywając ręce od tego wszystkiego co zrobiła. Ja jestem dobra, ale on jest gorszy…
Przepraszam go, ale on jest gorszy…

Zawsze w tych tłumaczeniach jakieś ale. Zawsze próba usprawiedliwienia się winą kogoś innego.

Grałaś w psychiczne gierki, a potem się dziwiłaś, że mężczyzna przestał się dla Ciebie starać? Sądziłaś, że powinien niezależnie od Twojego zachowania? Bo miłość jest bezwarunkowa, ale tylko w jedną stronę?

Mężczyzna ma zagadać, ma być interesujący, ma przyjechać, ma zapłacić, ma zapewnić szczęście, ma być dobry w łóżku, ma być silny, ma być podporą, ma być zaradny, ma akceptować kiedy jesteś najgorsza.

I tak wymieniasz dalej swoje wymagania, roszczenia, wiele z nich nierealistycznych bo to też człowiek, też ma uczucia, też ma swoje potrzeby, wady i słabości.

Czy je tolerujesz? Kiedy pomyślałaś co i ile możesz dla mężczyzny zrobić?

Najpierw wymagajmy od siebie, później od innych, a efekty naszych związków zmienią się drastycznie na plus. I to jest mowa do obu płci, bo wśród mężczyzn jest też sporo jednostek obdarzonych błędnymi wzorcami.

Jak zawsze prosimy o udostępnienia na portalach społecznościowych, aby posty dotarły do większej ilości ludzi, a co za tym idzie tworzyć bardziej interesujące i lepiej dostosowane tematy dla społeczności The Red Pill.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *